Piękny jesienny dzień
wtorek, 28 lipca 2009
Relacja Michela Carneta z nieplanowanej próby bicia rekordu świata PPG w locie z ograniczoną ilością paliwa po trasie zamkniętej.
Zawsze warto być przygotowanym na piękny lotny dzień.
Relacja Michela Carneta:
Wczorajsza prognoza przewidywała wspaniałe warunki, z lekkim północnym spływem i dobrą termiką. Początkowo zamierzałem wybrać się polatać na moją lokalną górkę, Devil's Dyke niedaleko Brighton. Jednak przy północnych kierunkach nie da się stamtąd zrobić dalekiej trasy, bo niedaleko na południe zaczyna się morze - dlatego pomyślałem o próbie pobicia rekordu świata PPG w locie z ograniczoną ilością paliwa po trasie zamkniętej. Wynosił on 102 km, a skoro wszystkie moje dotychczasowe rekordy były czysto prędkościowe, warto było spróbować czegoś innego, czyli ekonomii lotu.Ponad rok temu moi oficjalni obserwatorzy, Dave Smith i Nigel Thomas, odmierzyli i zapieczętowali maksymalną dopuszczoną ilość paliwa - 7,5 kg (ok. 10 litrów). Po szybkim telefonie Dave Smith obiecał przywieźć zapieczętowane zbiorniki na boisko rugby w Waterhall na przedmieściach Brighton. Dlaczego na boisko? Bo start do próby rekordowej musi się odbywać ze stuprocentowo płaskiego miejsca, które wcale nie jest takie łatwe do znalezienia.O 10:45 byłem już w powietrzu. Z moim czterosuwowym napędem na Baileyu za plecami i ulubionym Nucleonem 31 nad głową skierowałem się nad Devil's Dyke, gdzie piloci kręcili pierwsze kominy.
Planowałem najpierw polecieć wzdłuż pasma South Downs ile się da do granicy strefy nad Winchesterem - jakieś 70 km, w trakcie których miałem nadzieję podpierać się żaglem. Pasmo jest wystawione na wiatry NNE, niestety wkrótce po starcie kierunek zmienił się na bardziej czołowy NNW, przez co znacznie spadła mi prędkość. Początkowo lot był więc bardzo wolny, bo leciałem najoszczędniej jak się dało.Wkrótce kilka dobrych kominów pozwoliło mi wykręcić się znad górek, dzięki czemu mogłem jeszcze bardziej oszczędzić i powiększyć rezerwę paliwa na powrót. Po jakimś czasie zrobiłem 60 km i zbliżałem się do Butser Hill niedaleko Petersfield, kiedy wiatr odkręcił się jeszcze bardziej na zachód i usilił. Po namyśle zmieniłem nieco planowaną trasę i poleciałem 17 km na północny wschód wzdłuż A3 do Liphook, skąd chciałem wrócić do Brighton na termice.Warunki były doskonałe i kolejne noszenia kręciłem ze stojącym śmigłem, w towarzystwie szybowców z sąsiedniego aeroklubu. Wiedziałem że udany powrót do Brighton będzie oznaczał pobicie rekordu świata, a ponieważ wiatr zdmuchiwał kominy właśnie w tę stronę, do szczęścia wystarczyło mi tylko utrzymać się w powietrzu i podziwiać widoki.Nucleon 31 doskonale się sprawdza w termice, czułem się na nim prawie jak na klasycznej paralotni. Chętnie wchodzi w przechylenia i zakręty, z o wiele mniejszymi siłami na sterówkach niż Reaction. W sumie stwierdziłem że rekordy w ekonomii lotu są bez porównania przyjemniejsze niż prędkościowe. Wyłączenie silnika i kręcenie kominów z drapieżnymi ptakami to chyba najlepsze, co może spotkać napędowca.Ostatecznie bez większych kłopotów udało mi się wrócić do Brighton i wylądowałem przy swoim samochodzie po ok. 4 godzinach lotu, z dwoma litrami paliwa w zbiorniku. Wynika z tego że spokojnie mogłem polecieć jeszcze trochę pod wiatr zanim zdecydowałem się na powrót, ale z drugiej strony nie mogłem wiedzieć że tak długo uda mi się lecieć z wyłączonym silnikiem.Dave Smith wrzucił do swojego komputera tracki i po chwili ogłosił, że mogę zgłosić wniosek o uznanie rekordu wynoszącego 130 km.Bardzo mi się spodobało takie latanie i już planuję różne trasy na przyszły sezon żeby jeszcze poprawić wynik, bo przekonałem się połączenie Baileya z Nucleonem daje mi ogromne możliwości w tej sprawie.Abstrahując od samego rekordu, było to piękne jesienne latanie - przecież mamy już późny wrzesień, i noc jest dłuższa od dnia!Michel Carnet








