WPC 2007 China
World Paramotor Championships in China!
Report by Wojtek Domański, Team Leader of Polish National PPG Team at the Chinese Championships (1 - 9 September 2007). For now we didn't manage to translate whole of his day-by-day story - but we will do it in future, as it is very interesting.
Polish Team flying out to China (click on the picture to enlarge):PF1 - one-seat classic PPG, foot start
| Krzysztof Kaczyński | Dudek Plasma 28 | Paramotor Top 80 |
| Krzysztof Kamiński | Dudek Plasma 28 | Parapower Solo 210 |
| Grzegorz Krzyżanowski | Dudek Plasma 26,5 | Miniplane Top 80 |
| Sławomir Turczewski | Dudek Reaction 29 | ParaWer Top 80 |
| Maciej Zaczeniuk | Dudek Reaction 31'S' | ParaWer Top 80 |
PL1 - single-seated PPT (trike)
| Jarosław Balcerzewski | Dudek Reaction 29 | Fresh Breeze |
| Tomasz Kudaszewicz | Dudek Reaction 29'S' | Parapower Solo 210 |
| Adam Paska | Dudek Reaction 29 | ParaWer Top 80 |
| Krzysztof Romicki | Dudek Reaction 29 | AXON Simonini |
PF2 - tandem PPG, foot start
| Krupa Piotr & Magda Dziok | Dudek Synthesis 42 | Paramotor JPX 175 |
Niedziela 26 sierpnia - Dzień 0 - Odlot
A zatem ruszamy. Zbiórka na Okęciu o godzinie 13, odprawa bagażu osobistego (sprzęt do latania został wysłany lotniczym cargo do Chin 10 dni temu), pożegnania z odprowadzającymi, odprawa paszportowa, zakupy w strefie wolnocłowej. Przy okazji jazdy autobusem do samolotu podziwiamy piękno i wielki rozmiar jeszcze nie otwartego nowego terminalu. Start do Amsterdamu opóźnił się o ponad czterdzieści minut z powodu braku zgody na lot z Brukseli - europejskiego centrum kierowania lotami samolotów. Z powodu opóźnienia czas na przesiadkę, skraca się do ledwie godziny, więc bardzo szybkim marszem wspomaganym ruchomymi chodnikami udajemy się do bramki F2. Marsz zajmuje nam... 15 minut (bez opuszczania budynku), co dopiero nam uświadamia jak wygląda duży port lotniczy.
Lot Boeingiem 777 Chińskich linii lotniczych, mimo obaw upływa bardzo miło i bezpiecznie. Oprócz zwyczajowych posiłków, otrzymujemy sprzęt do spania (kocyk, poduszeczka, zatyczki do uszu i klapki na oczy), miętowy cukierek, szczoteczkę do zębów, słuchawki do TV. Te ostatnie umożliwiają obejrzenie oryginalnego Chińskiego filmu traktującego o tym jak ważna jest rola kierownika fabryki prządek. Przypomina się czas kiedy komunizm był w Polsce.
Poniedziałek 27 sierpnia – Dzień 1 - Przylot
Po 10 godzinach lotu lądujemy w gorącym Pekinie. Zegarki przestawiamy z 6 na 12 i zamienia się poranek na południe. Na lotnisku oczekują na nas wolontariusze reprezentujący organizatora mistrzostw, którzy kierują nas do busa. Grzeczna Chinka, zabiera nas do hotelu położonego w pobliżu miejsca rozgrywania Mistrzostw. Jedziemy labiryntem niemal kompletnie pustych autostrad, które sprawiają wrażenie jakby właśnie zostały wybudowane. I chyba takie samo wrażenie odnosi nasza pani kierowca, bo gubi się w i dojazd zajmuje nam prawie 3 godziny.
Miejsce naszego pobytu to kompleks hotelowy z kilkupiętrową łaźnią położony u podnóża lesistej góry na szczycie, której widać kawałek Chińskiego Muru. Szybko rozpakowujemy się, bierzemy szybki prysznic (starając się nie dziwić, że na środku kabiny prysznicowej stoi muszla klozetowa, przykrywająca odpływ wody) i dzwonimy do spedytora zapytać o los naszego cargo. Jest w Chinach, ale wciąż oczekuje na odprawę celną. Problemem jest zamknięcie dokumentów przewozowych przez polskiego spedytora wewnątrz skrzyni, której nie wolno odtworzyć przed odprawą. Sytuacja patowa, ale pomagają perswazje dyrektora zawodów, pana Han Zhaofanga i obiecaną mamy dostawę naszego sprzętu na jutro. Inne drużyny mają mniej szczęścia: Japończycy czekają już na sprzęt czwarty dzień.
Postanawiamy rozpoznać teren i zwiedzić startowisko, oraz do pobliskie miasteczko by coś zjeść. Ponieważ to dystans tylko 2 razy po 3km planujemy spacer, ale Terry (nasz chiński opiekun mówiący z czystym Holywoodzkim akcentem), nakłania nas do skorzystania z taksówek zamiast spaceru. Godzimy się niechętnie, lecz po podróży przyznajemy mu rację. Drogi są bardzo malownicze, ale zamiast poboczy mają betonowo-kamienne rowy melioracyjne, które w porze deszczowej odprowadzają wodą do rzek.
Startowisko robi wrażenie. Dobre wrażenie. Kamienno gliniasty teren który widzieliśmy na zdjęciach, jest teraz pokryty trawą. Może to z efekt właśnie kończącej się pory deszczowej. Wszystkie teamy mają do dyspozycji wydzielony kwadrat w hangarze na sprzęt, namiot z krzesełkami na odpoczynek i narady, oraz dwie sale odpraw, a w każdej kilka komputerów które wkrótce mają zostać podłączone do internetu. Pełen wypas jakiego jeszcze nie udało nam się doświadczyć.
Jedziemy do „miasteczka”. W wystawne hotele i kilkudziesięciopiętrowe budynki, które mimo swojego ogromu są bardzo ładnie zaprojektowane. Na szerokich ulicach (po dwa pasy dla aut w każdą ze stron, i po jednym dla rowerów i ryksz), niespiesznie poruszają się uczestnicy ruchu drogowego, sygnalizując zamiar wymuszenia pierwszeństwa, bądź też wyprzedzania klaksonem. Krótki spacer po chińskim ogrodzie romantycznym, w którym centralną atrakcją jest rozpadający się MiG 17, przerywa dotkliwy głód. Pozdrawiani po drodze przez salutujących nam policjantów docieramy do restauracji.
Małe stadko około pięciu kelnerek, prowadzi nas do osobnego aneksu z wielkim okrągłym stołem przy którym mieści się cała nasza 11-tka (Krzyś Romicki dojedzie za 3 dni). Kelnerki asystują nam przez cały czas trwania ponad dwugodzinnej biesiady. Wszystkie są skośnookie, wszystkie przesympatycznie się uśmiechają, ale żadna nie mówi po angielsku. Ani po polsku. Na szczęście menu ma postać komiksu – piękne zdjęcia i pod nimi ceny. Zamawiane potrawy lądują na obrotowej szklanej platformie zajmująca całą centralną część stołu. Platformą można kręcić i w ten sposób możemy spróbować każdej z potraw. Decydujemy się na wersję hardcorową, tzn. odmawiamy podania nam łyżek i używamy pałeczek. Jedzenie jest rewelacyjne choć niektórzy nieprzywykli do dużej ilości zielska i owoców morza potrzebują trochę czasu by przywyknąć. Wracamy pieszo pustoszejącymi ulicami „miasteczka” i szosą.
Wtorek 28 sierpnia - Dzień 2 – Zdobywamy sprzęt.
Po śniadanku ze szwedzkiego stołu tyle że z chińskimi potrawami, wahadłowym autobusem docieramy na startowisko. Sprzętu jeszcze nie ma – wciąż czeka na odprawę. Rejestrujemy się w biurze zawodów, zapoznajemy się lokalnymi przepisami dotyczącymi wykonywania lotów, kupujemy paliwo do wypożyczonych kanistrów i szkolimy się w zakresie oprogramowania wspomagającego obliczenia nawigacyjne, stworzonego wspólnym wysiłkiem na potrzeby zawodów.
Z braku pomysłu na to co robić dalej wracamy do hotelu na lunch. Kolejny telefon wykonany w ramach taktyki nękania spedytora telefonami co dwie godziny przynosi skutek. Emily – agentka odprawiająca nasz sprzęt radosnym głosem oznajmia że się udało.
Oczekując na startowisku podziwiamy próby chińskiego display teamu przygotowującego się do ceremonii otwarcia. Pięć takich samych choć różnokolorowych skrzydeł lata nad nami tworząc rozmaite formacje. Zagadka ich barw wyjaśnia się gdy każdy z pilotów rozwija około 100 metrową wstęgę w kolorze skrzydła i zatacza krąg. Na niebie pojawia się... pięć olimpijskich kółek. Bajka.
W końcu o 17:20 przyjeżdża sprzęt. Z niemałym trudem wyładowujemy 11 skrzyń każda po około 100 kg. Aluminiowe NATO-wskie pudła wypatrzone przez Krzyśka Kamińskiego na Allegro sprawdzają się znakomicie – sprzęt jest nienaruszony. Inne teamy nie mają tyle szczęścia – Południowa Afryka odbiera pogięte kosze, a Hiszpanie, którzy dwa dni przed nami muszą jeszcze czekać z powodu niedokładnego podania adresu odbiorcy dla ich sprzętu. Mimo pomocy ze strony federacji lotniczej biurokracji nie udaje się na razie pokonać.
Przystępujemy do montażu sprzętu. Nareszcie konkretna robota – która po stresie oczekiwania jest dla nas prawdziwym relaksem. Nie dajemy się wyrzucić z hangaru do ostatniego autobusu o 20-tej, rezygnujemy z obiadu i zostajemy aż do skończenia wszystkich prac.
Środa, 29 sierpnia - Dzień 3 – Pierwszy dzień latania.
Po wczorajszej pracy aż do 22:30 i późniejszych testach logerów tudzież innej elektroniki aż do głębokiej nocy, wstajemy na śniadanie na 8. Pogoda jest ładna: lekko zamglone wilgotnym powietrzem słońce i prawie bezwietrzna pogoda. Wciągamy szybko nasze śniadanka (odnotowując wyraźny postęp w operowaniu pałeczkami) i dajemy się zawieźć na startowisko.
Na miejscu, wbrew obawom Piotrka i Magdy - załogi naszego tandemu, okazuje się, że wieje lekki wiaterek od strony zbiornika wodnego. Ci co mają już kompletnie skręcony sprzęt wyciągają go z hangaru i lecą, pozostali kończą montaż.
Teren „zwiedzania” został ograniczony do prostokąta 6 km na 4 km i do 1000 mnp. Powyżej rejsowe samoloty podchodzą do lądowania w Pekinie (sami tędy lecieliśmy kilka dni wcześniej). Wraz z upływem czasu przestrzeń ta coraz bardziej zaczyna przypominać zagęszczające się akwarium.
Pierwszy w powietrze wzbija się Krzysiek Kamiński na swojej czerwono-żółto-czarnej Plasmie. Jak tylko unosi się w powietrze ciut powyżej jego krawędzi spływu przykleja się identyczna Plasma pilotowana przez Wanga (o ile dobrze zrozumiałem imię) chińskiego pilota – czy też jak z wyczuwalnym szacunkiem wyrażają się o nim miejscowi „Chinese Top Pilot”. Wygląda to efektownie, zwłaszcza że Wang rzeczywiście czuje się w tej dolinie jak rybka w swoim akwarium. Krzysiek po chwili odlatuje rozpoznać teren, a niedługo po nim to samo robi Grzesiek.
Większe zainteresowanie wzbudza wśród widzów start Magdy i Piotrka na Synthesisie Cabrio. Mimo nieznacznego tylko wiatru, i bardzo znacznej tremy wywołanej skierowanymi na siebie obiektywami licznych kamer, bardzo sprawnie i wydajnie wzbijają się w powietrze. Jednolite, żółto-złote kombinezony, powiększają jeszcze dobre wrażenie. Te bojowe stroje, w które całą załogę ubrała firma Aeromaster, okazują się rzeczywiście być tak dobre jak o nich mówił producent. Jest umiarkowanie gorąco (20-28 stopni) ale dość wilgotno (od 50% wzwyż), więc widok pilotów lądujących w ociekających potem T-shirtach jest dość częsty. Tymczasem nasi piloci po wylądowaniu wychodzą susi i nie bardzo zgrzani, jak po krótkim spacerku w rześki poranek.
Po chwili w radiach da się słyszeć radosne „Balcerek melduje swój pierwszy start w Chinach”. Wyraźnie da się wyczuć wielką ulgę w jego głosie. Wyjazd Jarka i jego start tutaj był bardzo niepewny, z powodu kraksy jaką miał na początku lipca. Na szczęście lekarzom udało się wstępnie naprawić Balcerka, a Balcerkowi jako-tako naprawić swój wózek. Do tego doszedł stres wywołany brakiem amortyzatorów w skrzyni wysłanej z Polski. Teraz kiedy w końcu znalazł się w powietrzu nie ma już żadnych przeszkód – Balcerek weźmie udział w Mistrzostwach Świata.
Bez problemów startuje Adam Paska na swoim trike-u, Maciek Zaczeniuk, Przy starcie Sławka Turczewskiego potwierdza się przestroga innych załóg latających wczoraj, że paliwo sprzedawane z cysterny, jest bardzo zanieczyszczone, podobnie jak wydzierżawione nam metalowe (nowe) stalowe baki - Sławek musi lądować na brzegu startowiska bo brakuje mu mocy. Potem udaje mu się ponownie wystartować, ale napęd odtyka mu się dopiero po 5 minutach. To doświadczenie zmusza nas do stosowania szczególnych metod filtracji paliwa.
W międzyczasie bez problemów startuje Krzysiek Kaczyński i Tomek Kudaszewicz. Dojeżdża pełen wrażeń ze zwiedzana Pekinu Krzysiek Romicki, który raźno przystępuje do montażu swojego napędu.
Loty są owocne. W dolinie panuje niezbyt agresywna termika. Ćwiczyć można slalomy na rozstawionych nieopodal tyczkach, choć trzeba uważać bo są wbetonowane – chyba z powodu dość podatnej na wilgoć, gliniastej gleby. W górach można trenować latanie podpierane żaglem, a nad wodą testować prędkości i spalanie silników – potrzebne później do planowania zadań.
Piloci wracają zadowoleni, ale niestety nie wszyscy. Tomek Kudaszewicz ma zatarty silnik. Nikt nie wziął zapasowego. Tomek stara się zachować spokój ale widać, że jest bliski załamania. Tyle przygotowań (sam zbudował wózek by wykorzystać miejsce w reprezentacji), kupa kasy wydana na rozmaite cele – i wizja obserwowania zawodów z ziemi. Po zlokalizowaniu usterki (co najmniej łożysko, korbowód i wał), ruszamy po pomoc. Najpierw u Chińskich przyjaciół, którym udaje się znaleźć kogoś posiadającego używane części do Solo 210. Gość mieszka w drugim końcu Chin, ekspresowa przesyłka potrwa 2 do 3 dni i cena... 640 EUR! Definitywnie pada mit o tym, że w Chinach wszystko jest tańsze.
Wpadamy na pomysł by skontaktować się z Diego Ceccheto z Miniplane, o którym wiemy że ma przyjechać do Chin z częściami serwisowymi do produkowanych przez siebie Top-ów. Dzwonimy licząc, że uda się go jeszcze zastać we Włoszech i poprosić o przywiezienie silnika. W końcu udaje się dodzwonić i z trudem zrozumieć, że Diego właśnie przyjechał i ogląda startujące glajty, stojąc za naszymi plecami. Czy ma silnik? Ma. I to kilka. Z przekładnią, tłumikami itp. Wykonujemy próbę dopasowania do wózka – wydaje się że jest to możliwe po umiarkowanie skomplikowanych przeróbkach. Tomek odżywa! Jest szansa, że może już jutro będzie latał. Diego jest wielki – a w drużynie powiększyła się liczba Topów-80.
Wieczorem kolejna seria lotów rozpoznawczych w warunkach początkowo dość wietrznych, a zaraz potem bezwietrznych, o czym boleśnie przekonują się piloci podchodzący zbyt stromo do lądowania. Wracamy by się wyspać – jutro pobudka około 6-tej.
W albumie WPC'07 znajduje się pierwsza seria zdjęć Piotrka Krupy:
http://www.forum.paralotn...at.htm?cat_id=2
Żeby zobaczyć je w kolejności chronologicznej ustaw u dołu ekranu metodę sortowania na "Czas - Rosnąco"
Czwartek, 30 sierpnia - Dzień 4 – Latanie na całego.
Pierwszy regularny dzień lotniczy. Pobudka po 6-tej i szybko na śniadanko. Już coraz mniej nas dziwi z tego co widzimy na stole. Staramy się nie zgadywać co nam podają po prostu to jemy. Grunt że jest bardzo smaczne i wbrew naszym obawom nie wywołuje żadnych żołądkowych sensacji, mimo stosowania bardzo umiarkowanych, wewnętrznych środków odkażających.
Startujemy wcześnie i testujemy nasze maszyn. Już mniej więcej orientujemy się gdzie można podeprzeć się żaglem, a gdzie termiką. Wiatr wydaje się krążyć za słońcem. Dzisiaj wszyscy są w powietrzu, a przede wszystkim Tomek, który kończy montaż swojego nowiutkiego Topa-80 do swojego wózka. Leci na lot kontrolny. Silnik jest cichszy, lżejszy, mocniejszy, kręci śmigłem w drugą stronę co będzie wymagało przekonfigurowania uprzęży, też i mniej pali. Z Tomka twarzy nie odkleja się już uśmiech wielkości banana, przyjmujący czasem rozmiar świeżego kabaczka.
O 16-tej zarządzono przerwę w lotach z powodu próby ceremonii otwarcia, która odbywa się na startowisku. Na zielonej trawie zbierają się dwie grupy: 50 obranych w żółte jedwabie młodzieńców i 60 ubranych w białe jedwabie aktorek, osłaniających się przed słońcem czerwonymi wachlarzami. Z głośników zaczyna płynąć głośna muzyka, klimacie epoki socjalizmu lat 50 tych w Polsce. Chłopcy wykonują układ taneczno-waleczny w czasie, którego fikają salta, walczą na miecze i wręcz. Tempo ćwiczeń i muzyki narasta, a po plecach przechodzą nam ciarki. To robi wrażenie. Ich miejsce zajmują panie w bieli prezentując oryginalny układ gimnastyczny, klaszcząc przy tym wachlarzami jak kastanietami.
Na niebie pojawiają się formacje motoparalotni, motolotni, paraplanów oraz jeden Boeing. Sześciu spadochroniarzy, którzy wyskoczyli z motolotni, tworzy spiralną formację w której lądują na trawie startowiska. Wszyscy są ubrani w stroje regionalne, ciągną za sobą kolorowe wstęgi, a gdy podchodzą do lądowania na ich głowach widać powiewające warkocze. To formacja w całości damska.
W rewanżu za przedstawienie piloci wyciągają maszyny i prezentują wyższą szkołę latania. Zaczynają się harce, na małej wysokości, które zdecydowanie podobają się artystom. Krzysiek Kaczyński doprowadza kilka nieświadomych tego się dzieje osób niemal do zawału serca, gdy prezentuje swoją nowa broń na niedoloty, tzn. motoparalotniowy lot poduszkowy na wprost ze śmigłem w płaszczyźnie poziomej. Prawdziwe okrzyki zachwytu pojawiają się, gdy Grześ Krzyżanowski krąży nad widownią na Pelczarowej Mancie. Chińczycy pokazują sobie placami to niewiarygodne skrzydło w kształcie trzech ryb (dosłownie!). Właściciel centrali rybnej – Adam - kraśnieje z zadowolenia.
W międzyczasie podchodzi do nas reporter z kamerą, pyta z jakiego kraju jesteśmy, i czy w naszej ojczyźnie ten sport jest popularny. Odpowiadam, że dużo. - „Ale ile?” - docieka konsekwentnie. Szybko szacuję w pamięci prawdopodobną liczbę pilotów PPG, dodaję 50% by zrobić lepsze wrażenie, i odpowiadam: - „Tysiąc!” - Reporter przez sekundę trawi tę wiadomość i powtarza niepewnie: - „Tysiąc? Ale co? Jeden tysiąc?!”
No tak! Jesteśmy przecież w Chinach.
Piątek, 31 sierpnia - Dzień 5 – Starty i straty.
Dzisiaj mocna ekipa pojechała na lotnisko już o 6 tej, by na rozstawionym testowym slalomie ćwiczyć w mniejszym tłoku. Latało się fajnie, ale znowu z problemami.
Piotrek z Magdą po zaliczeniu klasycznego slalomu i koniczynki, zrobili nawrót nad pobliskim bagnem by ponowić próbę na koniczynce, gdy nagle zaczęli tracić moc. Mimo gazu na maksa, ledwo wybronili się przed wodowaniem. Po rozebraniu silnika druzgocąca diagnoza - uszkodzenie łożyska korbowodu. Okruchy łożyska zniszczyły cylinder. Znowu ten sam defekt co u Tomka. Magda ma prawie łzy w oczach, Piotrek marszczy czoło.
Wszystko wskazuje na to, że to te cholerne bańki na benzynę, które wypożyczył nam organizator. Są tak brudne, że nawet po przepłukaniu benzyną i kilkukrotnym użyciu, wciąż w środku jest rdza. Decydujemy się nie przejmować surowymi zakazami nieużywania plastikowych kanistrów na paliwo, tym bardziej, że inne teamy też się nie przejmują, a i Chińczycy z Display Teamu też dowożą paliwo z miasta w plastikach. Różnica w paliwie też jest znacząca bo to z cysterny jest opisane jako 93 oktany, a to na stacji 98 oktanów.
Szukamy przedstawiciela CorsAir-a w Chinach, ale pod zdobytym numerem zgłasza się tylko fax. Piotrek z Krzyśkiem i Adamem jadą do miasta szukać części zamiennych. Balcerek deklaruje się odstąpić swój silnik, gdyby Piotrek nie znalazł innego rozwiązania. Wychodzi z założenia, że Piotrek z Magdą mają szansę powalczyć co najmniej o pudło, a od ledwo co poskładany do kupy po wypadku i tak nie może dać z siebie wszystkiego. Balcerek ma klasę trzeba przyznać. Ostatecznie Piotr decyduje się na kupno zapasowego silnika od Krzyśka Romickiego. Musi teraz nowego Simonini w miejsce JPXa. Kupa roboty, ale przynajmniej wyjazd nie stracił sensu.
Krzyśkowi Romickiemu po starcie linka od gazu znalazła lukę w olinowaniu zabezpieczającym kosz, i śmigło uderzając w linkę odcięło silnik. Skutek – Krzysiek ląduje w nadwodnych chabaziach głową w dół. Na szczęście nową linkę będzie można kupić w mieście.
W porze lunchu wracamy do hotelu i przeprowadzamy się do oficjalnego hotelu mistrzostw. Standard wyraźnie wzrasta. Jest sporo więcej miejsca, lodówka i też jest klima. W łazience co prawda muszla klozetowa nie stoi nad odpływem wody z prysznica, ale za to telefon umieszczony jest w WC. Pewnie by móc zadzwonić po room-service, gdy zabraknie papieru.
Gdy po południu Balcerek odpala swój silnik przed startem, podchodzi do niego Japończyk z kawałkiem metalu w ręce. Okazuje się, że z sześciu śrub mocujących śmigło trzy się ukręcają. Balcerek mało Japończyka nie zabił. Zbiórka śrub pomiędzy pilotami pozwala przykręcić nowe śmigło, bo płaszczyzna poprzedniego jest o 1,5 cm przesunięta.
Poszukiwania baniek na paliwo w mieście się nie udaje, ale brytyjski team odsprzedaje nam 7 swoich. Chińczycy zamykają business chińskiej babci, która sprzedawała nam płyny 5 razy taniej niż na oficjalnym stoisku. Wywołuje to wielki żal wśród nas, bo babcia jest przesympatyczna.
Wieczorem powitalne party na startowisku połączone z mailbox-em... eee... z mealbox-em, a nawet z pokazem fajerwerków na tle nocnego chińskiego nieba. Było fajnie.
Sobota, 1 września - Dzień 6 – Otwarcie i trening nawigacji.
Rano lecimy trasę nawigacyjną złożoną z trzech punktów. Celem jest sprawdzenie oprogramowania, sprawdzenie warunków wietrznych charakterystycznych dla doliny i oswojenie się z topografią. Wszystko jest OK.
Poznany kilka dni temu zaprzyjaźniony z nami taksówkarz, za niewielkie pieniądze przywozi nam paliwo. Czujemy się z tego powodu dużo bardziej komfortowo.
Po południu ceremonia otwarcia. Takiej pompy to chyba jeszcze nikt z nas nie widział. Trybuna z obchodów pierwszomajowych z czasów Gierka nie umywa się ani wielkością, ani przepychem do tej rozstawionej na startowisku. W trzech rzędach siedzą pod krawatami i z kwiatkami na kieszonkach koszul oficjele, poczynając od ministra sportu, a skończywszy na szefie tutejszych służb celnych. Rozpoczyna się program artystyczny, którego próbę widzieliśmy przedwczoraj. Pojawia się też nowy element pokazu, w którym przedstawiciele każdego teamu przelatują w paradnym szyku przed widzami. Grzesiek pilotujący pelczarową Mantę (tę z rybami pilotami) robi wszystko by zwrócić uwagę gawiedzi i mu się to zdecydowanie udaje. Na zakończenie show popisy akrobatyczne blisko ziemi wykonuje chiński pilot pilotujący... Plazmę. To miłe, polskie akcenty.
Nasza drużyna paraduje w jednolitych biało-czerwonych strojach sponsorowanych przez firmę Dudek. Prezentujemy się bardzo efektownie. Ceremonię otwarcia odwiedza Pan konsul z żoną, których oprowadzamy po naszym hangarze i ucinamy sobie ciekawą pogawędkę w naszym namiocie konferencyjnym. Opowiada nam na co zwracać uwagę no i gdzie i co można kupić (naszym kochanym żonom oczywiście
). Dostajemy też zaproszenie na następny poniedziałek do ambasady, gdzie spotkamy się między innymi z pięcioboistami, którzy rozgrywać będą w Chinach finał swojego pucharu.
Pod koniec spotkania przychodzi do nas chińska wolontariuszka aby poinformować nas, że autobus zaraz odjeżdża. Usiłujemy się od niej dowiedzieć, czy jest to ostatni autobus, ale Jun Hua (tak ma na imię) wyraźnie nie może nas zrozumieć. Widząc nasze beznadziejne zmagania pan konsul wydaje krótkie polecenie „No dobra. Bianka, może ty jej to powiedz. Tak, będzie dużo prościej”. Młoda sympatyczna Polka, która przyjechała z panem konsulem i jego żoną, zaczyna z prędkością karabinu maszynowego wyrzucać z siebie kompletnie niezrozumiałe dla nas słowa. Na twarzy Jun Hua, pojawia się wyraz wielkiej ulgi, a nam kopary opadają do podłogi. Jaka prosta może być werbalna komunikacja
.
Wieczorem zawożą nas do ekskluzywnego lokalu w mieście, na powitalne party. Jest przepysznie, zarówno w znaczeniu dosłownym jak i przenośnym. Taka sama jak zwykle szybka i liczna obsługa serwuje niezliczone potrawy. Okrągły blat na środku stołu kręci się niemal bez przerwy. Ostatecznie nie udaje nam się zjeść wszystkiego. Podczas gdy nasze podniebienia doznają prawdziwych uniesień, w głębi sali na scenie odbywa się występ artystyczny. Artyści wcale nie są zażenowani, tym że występują do kotleta, wszak chińska kuchnia pojęcia kotlet nie zna wcale. Na scenie pojawia się leciwy śpiewak wykonujący najprawdopodobniej piosenkę aktorską, młoda Chinka, która wykonuje piosenkę radosną, i wirtuozka bardzo dziwnego instrumentu strunowego. Nastrój jest niesamowity. Znowu czujemy, że jesteśmy na drugim końcu świata.
Ostatnim elementem części artystycznej jest ochotniczy występ wokalny jednego z wolontariuszy, który dedykuje wszystkim przyjezdnym zagranicznym gościom piosenkę wykonaną a capella. Mimo że piosenka brzmi jakoś znajomo, trudno nam poznać z czyjego repertuaru pochodzi, Widać, że Chińczyk szlifował swoje umiejętności, na elektronicznym urządzeniu Video-Karaoke. Musiała to być jednak jakaś chińska podróbka tego urządzenia, bo fałszuje okrutnie. Mimo to za swój sympatyczny gest otrzymuje gromkie oklaski. Wyraźnie podbudowany takim przyjęciem informuje, że jeżeli nam się aż tak podobało, to chętnie zaśpiewa więcej, i nie czekając na odpowiedź audytorium, zaczyna wykonywać kolejne utwory. Mimo że jest to bez wątpienia chińska restauracja, my opuszczamy ją po angielsku... ![]()
Niedziela, 2 września - Dzień 7 – Czysta nawigacja – czyli wyścig.
To jest niewiarygodne. Autobus z hotelu wyjechał o 4:30. Briefing o 6:00. Lecimy czystą nawigację, czyli z podanych punktów na mapie wybieramy takie, nad którymi przelatując pokonamy jak największy dystans. Każdy punkt liczy się tylko raz. Klasy jednoosobowe mają na to zadanie nie więcej niż 90 minut, a klasy tandemowe nie więcej niż 60 minut.
Na przygotowanie tras mamy nie więcej niż 2 godziny, wydaje się mało, ale chrzest bojowy przechodzi nasze nowe oprogramowanie do analizy tras. W kilka minut konstruujemy kręgi dolotowe i napięcie spada z nas jak spłukane prysznicem. Czujemy się bezpiecznie wiedząc skąd trzeba będzie przerwać zbieranie punktów i natychmiast wracać do deku. Odpalamy. Spokojnie konstruujemy trasy, biorąc pod uwagę różne wartości i kierunki wiatrów.
Po umiarkowanie sprawnym starcie chłopaki odlatują na trasę i... wracają po wykonaniu zadania
. Rezultaty są takie:
PF1Task 1Pilotów 72
Poz.KrajPilotSkrzydłoPunkty
1GBRCARNET MichelReaction 'S'1000
2ESPGARCIA Juan JoseReaction989
3FRAROUANET MathieuViper981
12POLKRZYŻANOWSKI GrzegorzPlasma894
19POLKACZYŃSKI KrzysztofPlasma815
31POLZACZENIUK MaciejReaction 'S'733
47POLKAMIŃSKI KrzysztofPlasma0
47POLTURCZEWSKI SławekReaction0
Michel Carnet bardzo cieszy się ze zwycięstwa nad Plasmami i innymi skrzydłami w tej typowo wyścigowej konkurencji. Ale jego Reaction jest ,,genetycznie" modyfikowany: ,,permanentny speed", ,,skrajne sterowanie", ,,trwałe TST" i wydłużone trymery w zakresie wolnym - i nie jestem pewien czy wymieniłem wszystkie jego modyfikacje.
Krzysiek Kamiński zalicza trasę długości 79,6 km co dałoby mu ponad 900 punktów, ale źle naniósł na mapę punkt startowy. W związku z tym nie zaliczył całej trasy. Sławek Turczewski wyleciał poza mapę, naruszając tym samym ogólne przepisy lotnicze, za co skasowano mu wszystkie punkty. Ponieważ nie znajdujemy w przepisach o karach żadnej informacji że za takie naruszenie jest 0 punktów, składamy skargę. Szanse na powodzenie nieduże, ale jakieś są – trzeba próbować. Pozostali chłopacy całkiem nieźle.
PL1Task 1Pilotów 20
Poz.KrajPilotSkrzydłoPunkty
1ESPCRESPO VALDEZ DanielActionGT1000
2POLROMICKI KrzysztofReaction926
3DEUHICKEN Jens845
5POLPASKA AdamReaction 'S'766
7POLKUDASZEWICZ TomekReaction 'S'688
10POLBALCEREKReaction 'S'0
Krzysiek Romicki po wylądowaniu sam się zdziwił jak mu dobrze poszło. Jego ciężki trike z silnikiem Simonini leciał jak przecinak w konkurencji bez ograniczeń paliwa.
Balcerek natomiast zdążył zaliczyć punkt startowy i padł zaraz z powodu zatrzymania się silnika. Do awaryjnego lądowania wybrał łąkę, która okazała się sadem kolczastych drzewek wysokości ponad 2m. Balcerek zawisł na gałęziach, opierając się o ziemię tylko przednim kółkiem. Ekipa ratownicza pomogła ściągnąć sprzęt z drzewek, a nawet dopedałować nim do lotniska (5km). Sympatyczny Chińczyk miał wyraźną frajdę, że mógł jechać szosą i być pozdrawianym przez straganiarki sprzedające owoce.
Zaczynamy podejrzewać sprzedawany tutaj olej o powód dla którego nasze silniki przechodzą takie katusze. Ale kto wie czy to już nie jest psychoza.
PF2Task 1Załóg 5
Poz.KrajPilotSkrzydłoPunkty
1LTUSMARLOVSKIS Jurgis i ArturasReaction Cabrio1000
2POLKRUPA Piotr i DZIOK MagdaSynthtesis Cabrio979
3GBRKEMP John i Tom897
Tandemy litewski i polski poleciały niemal identyczne odległości 38,8 oraz 38,0 – z niewielką przewagą Litwinów. Kabriolety idą łeb w łeb.
Jutro czysta nawigacja razem z precyzją startu i lądowania.
Dotarła do nas informacja na temat tragicznego wypadku „Grupy Żelazny”. Wszystkich nas to bardzo zasmuciło. Nasze myśli kierujemy w stronę tragicznie zmarłych pilotów, ich rodzin, przyjaciół i wszystkich tych których ta strata dotknęła.
Poniedziałek. 3 września - Dzień 8 – Precyzja i ekonomia.
Rano paliwowanie. Dyrektor zawodów Etsushi Matsuo zarządza mierzenie paliwa objętością wbrew zaleceniom FAI, by było odmierzane wagowo. Anglicy wykorzystują to i serwują sobie schłodzone paliwo, którego więcej mieści się w butelkach. Konkurencja jest kombinowana, tzn. precyzyjny start + pełna ekonomia (latanie jak najdłużej na 3 lub 6 (tandemy) litrach paliwa, i lądowanie na celność w deku.
Ze startami nasi nie mają problemów, wszyscy gromadzą maksa, czyli 250 punktów. Gorzej jest z lądowaniem. Balcerek ląduje przednim kołem w największym kręgu, ale wcześniej tylne kółka jego wózka dotykają trawy poza kręgiem – czyli zero.
Krzysiek Kamiński ma konflikt przy podejściu do deku (dwóch pilotów na raz podchodzi do lądowania), i musi lądować obok. W takiej sytuacji przysługuje mu powtórna próba. Niestety nie udaje mu się jej zaliczyć.
Jako jedyny punkty za lądowanie zdobywa Tomek na swoim mini wózku. Zaliczyłby centro, ale niestety bierze je pomiędzy tylne kółka, co skutkuje tylko 100 punktami. Przyzwyczajenie do nożnego startu i lądowania jest jednak bardzo silne. Kombinujemy by do następnego lądowania na celność przykręcić mu na tylnej osi specjalne czwarte kółko do markowania przyziemienia. Tomek swoim rezultatem wygrywa tę konkurencję w klasie wózków.
Dzisiejsza czysta ekonomia jest chrzestem bojowym dla wszystkich skrzydeł startujących w zawodach. Wiatr wieje znad wody, tworzy się żagiel termiczny na pobliskich górkach, no i jest dość silna termika – już nie taka łagodna jak w pierwszych dniach. Wielu pilotów ma kłopoty żołądkowe w powietrzu (dobrze że latają nad lasem). Noszenia do 6 m/s w górę i w dół. Mimo że pilotom nie brakuje umiejętności by wykorzystać te warunki, to jednak wymiękają i wracają na deck ze sporą ilością paliwa, wypalając ją przed lądowaniem. Tajski pilot podchodzący do lądowania wpada w negatywkę i na wysokości 50 m rzuca paczkę, która ratuje go kilkanaście metrów od gleby. Jest to drugi raz gdy wziął zapas na latanie. Pierwszy był wczoraj. Wcześniej nie uważał zapasu za potrzebną rzecz a teraz wziął ją bo ktoś mu powiedział że są takie przepisy. Teraz będzie zabierał paczkę już zawsze, jeśli wierzyć jego żarliwym zapewnieniom.
Inna paczkę rzuca Francuz Salinas, lądując na drzewie. Udaje mu się pomyślnie wyplątać i ściągnąć sprzęt na ziemię. Wynosi skrzydło na szosę i wraca do lasu by przynieść napęd (tylko złamane śmigło), ale... nie może go znaleźć. Kierowca radzi mu by odczytał miejsce lądowania z loggera, ale logger został... przy napędzie.
Kilkugodzinne poszukiwania w końcu skutkują, i Salinas jutro wystartuje do dalszych konkurencji.
Ta konkurencja jest bardzo interesującym testem dudkowych skrzydeł. Termika jest tak silna, że każdy pilot odczuwa ją dotkliwie. Zdarzają się niewielkie klapy (wszak niemal wszyscy latają na zaciągniętych trymerach, na których Plasmy i Synthesisy nie mają w pełni samostatecznego profilu), mimo to wychodzą one szybko i samoistnie. Od pilotki Synthesisa Laury Baumont, która pierwszy raz w życiu lata w tak silnej termice (94 minuty) i bezpiecznie ląduje, dostaję dwa siarczyste całusy, które niniejszym przekazuję konstruktorowi tego skrzydła, Piotrowi Dudkowi
(informacja dla mojej żony Magdy – całusy były w policzek
).
Najdłużej pilotowane skrzydło z w pełni samostatecznym profilem to „genetyczny” Reaction Michela Carneta – 4h 10min.
PF1Task 3Pilotów 72
Poz.KrajPilotSkrzydłoPunkty
1FRARUANET MathieuViper1000
2ESPMORILAS Ramon999
3FRACHOLLOU Ronan810
15POLKAMIŃSKI KrzysztofPlasma429
33POLKRZYŻANOWSKI GrzegorzPlasma196
42POLTURCZEWSKI SławekReaction136
49POLKACZYŃSKI KrzysztofPlasma108
53POLZACZENIUK MaciejReaction 'S'102
PL1Task 3Pilotów 20
Poz.KrajPilotSkrzydłoPunkty
1CZEMACHARTOWA Michaela1000
2CZEMATOUSEK Petr757
3POLROMICKI KrzysztofReaction675
7POLKUDASZEWICZ TomekReaction 'S'298
10POLBALCEREKReaction 'S'224
11POLPASKA AdamReaction 'S'213
PF2Task 3Załóg 5
Poz.KrajPilotSkrzydłoPunkty
1MCOFREDERIC Jagues i ALBERT Natalie1000
2GBRKEMP John i Tom416
3LTUSMARLOVSKIS Jurgis i ArturasReaction Cabrio351
5POLKRUPA Piotr i DZIOK MagdaSynthtesis Cabrio248
Wtorek, 4 września - Dzień 9 – Japoński slalom i kocie skoki
Znowu pobudka o czwartej rano (u was jest wtedy dziesiąta wieczór). Wychodzimy do japońskiego slalomu na deck o godzinie szóstej. Niestety chińska ekipa nie przygotowała jeszcze tyczek do slalomów na deckach, więc czekamy na start. Psycha narasta. Starty rozpoczynają się ostatecznie około siódmej, zatem druga połowa ze stu zawodników będzie latała już w warunkach budzącej się termiki.
W końcu rozpoczynają się starty w kolejności zajętej przez zawodników w pierwszej konkurencji. Udaję się na deck i mierzę czasy naszym. Najlepszy z pomierzonych przeze mnie czasów na slalomie osiągnął Sławek Turczewski a zaraz po nim Grzesiek Krzyżanowski. W PL1 Najlepszy jest Tomek Kudaszewicz. Ciekawe jakie czasy zrobią inni. Długo czekam na przylot PF2 czyli naszego tandemu. Mierzę czasy Piotrek i Magda 76,59 sekundy a ich najszybsza konkurencja Jurgis i Arturas na Reactionie Cabrio 76,86 sek.
Pomiary robiłem za pomocą telefonu komórkowego więc nerwowo czekamy na oficjalne wyniki. Emocje potęguje fakt, że zgodnie z nowymi przepisami nawet jedna sekunda różnicy pomiędzy pierwszym i drugim pilotem skutkuje różnicą ponad 100 punktów. 10-ty w kolejności pilot otrzyma ponad 400 mniej niż pierwszy, jeżeli jego czas będzie mniejszy nawet tylko o 1 sekundę gorszy od pierwszego.
Rezultaty są takie:
PF1 Task 3 Slalom Japoński Pilotów 72
Poz. Kraj Pilot Czas Punkty
1 POL TURCZEWSKI Sławek 54 sek 1000
1 ESP MORILAS Ramon 54 sek 1000
3 CZE SLAVA Frantisek 55 sek 811
5 POL KACZYŃSKI Krzysztof 56 sek 687
8 POL ZACZENIUK Maciej 57 sek 558
12 POL KRZYŻANOWSKI Grzegorz 58 sek 466
19 POL KAMIŃSKI Krzysztof 61 sek 450
Wooowwww! Sławek zwycięzcą konkurencji! Dorównał my tylko rekordzista świata Ramon MORILAS. Drużynowo też wygrywamy tę konkurencję.
Byłoby fajnie gdyby na wózkach też tak poszło. No i jest:
PL1 Task 4 Pilotów 20
Poz. Kraj Pilot Czas Punkty
1 ESP CRESPO VALDEZ Daniel 58 sek 1000
2 POL KUDASZEWICZ Tomek 59 sek 892
7 POL BALCERZEWSKI Jarek 69 sek 551
10 POL ROMICKI Krzysztof 81 sek 425
13 POL PASKA Adam 89 sek 360
Debiutant Tomek nakręcił drugi czas. Jest i zadowolony i jednocześnie chciałby więcej. Czuje tę „sportową złość” jakby powiedział Bogdan Tomaszewski.
Wyniki tandemów są takie:
PF2 Task 4 Załóg 5
Poz. Kraj Pilot Czas Punkty
1 POL KRUPA Piotr i DZIOK Magda 76 1000
2 LTU SMARLOVSKIS Jurgis i Arturas 77 894
3 MCO FREDERIC Jagues i ALBERT Natalie 95 720
Jeeeessssttttt!!! Magda i Piotrek wygrywają mają w tandemach w pięknym sportowym stylu.
Druga konkurencja na dzisiaj to „kocie skoki”, czyli dolecenie do jak największej liczby podanych punktów na ograniczonej liczbie paliwa. Następuje cyrk z odmierzaniem paliwa, ale skutkuje dobra współpraca z Czechami, którzy są naszymi partnerami do wzajemnej kontroli podczas paliwowania i pozwala się nam uporać z tym bardzo szybko. Mamy czas na obliczenia (znowu pomaga nam nowe oprogramowanie) i na relaks (drzemka by zregenerować siły po przedwczesnym wstawaniu).
Odlatujemy w warunkach łagodniejącej, popołudniowej termiki. Będą tacy, którzy wykorzystają tę termikę i będą tacy co na 4 suwach będą latali oszczędnie. Ale bez walki się nie poddamy. PF punktują następująco:
PF1Task 5Pilotów 72
Poz.KrajPilotTPPunkty
1ESPMORILAS Ramon141000
2GBRCARNET Michel13929
2CANSIEGER David13929
10POLKAMIŃSKI Krzysztof10714
10POLKRZYŻANOWSKI Grzegorz10714
30POLTURCZEWSKI Sławek7500
30POLZACZENIUK Maciej7500
37POLKACZYŃSKI Krzysztof6429
Niemal wszyscy mieścimy się w pierwszej połówce stawki. Piloci Plasm realizują plan zaliczenia 10 punktów, ale Krzysiek Kaczyńskiemu trafi na silny wiatr i decyduje się wrócić do decku nie ryzykując utraty punktów przez wylądowanie poza nim. Godne podziwu są wynik Davida z Kanady i Ramona, którzy lecąc na dwusuwach zdobywają tyle punktów co piloci na czterosuwach. Punktuje umiejętność latania w termice. Widać, że aby być w czołówce tego typu konkurencji, musimy albo podszlifować latanie swobodne, albo zmienić silniki.
W wózkach najlepiej wypada Adam realizując swój plan. Balcerek i Romicki mają ciężkie trajki i nie mogą wskurać zbyt wiele z 4 litrami paliwa. Tomek niestety niemal zeruje tę konkurencję z powodu... zbyt małego otworu napowietrzającego zbiornika paliwa. Otworek się zatkał, silnik przestał pracować niezbyt długo po starcie i Tomek wylądował z bakiem zassanym niemal na płasko. Pierwszą czynnością w hangarze Tomka jest rozwiercenie dziury do otworu wielkości grochu.
PL1Task 5Pilotów 20
Poz.KrajPilotTPPunkty
1DEUHICKEN Jens161000
2GBRKELLY Jansy12750
3CZEMACHARTOWA Michaela10625
6POLPASKA Adam7438
14POLROMICKI Krzysztof4250
14POLBALCEREK4250
18POLKUDASZEWICZ Tomek2125
Piotrek i Magda nie znając za bardzo swojego nowego silnika i mają wrażenie, że pali wyraźnie więcej niż poprzedni silnik. Wybierają ostrożny wariant zebrania 5 punktów zwrotnych. Niestety Litwini znający dokładnie możliwości swojego sprzętu idą na całość, co obniża wynik Piotra i Magdy do 500 punktów.
PF2Task 5Załóg 5
Poz.KrajPilotTPPunkty
1LTUSMARLOVSKIS Jurgis i Arturas101000
2GBRKEMP John i Tom9900
3MCOFREDERIC Jagues i ALBERT Natalie8800
4POLKRUPA Piotr i DZIOK Magda5500
Generalka po 5-ciu zadaniach:
PF1 – Grzesiek Krzyżanowski 14-ty,
PL1 – Krzysiek Romicki 4-ty, zaraz za nim Tomek Kudaszewicz
PF2 – Magda z Piotrkiem 3-ci w dość wyrównanej stawce 4 teamów,
Drużynówka:
PF1 – 6-ta lokata (na 18 drużyn) w dość wyrównanej stawce – wszystko może się jeszcze zmienić.
PL – 3-cia pozycja z bezpiecznym odstępem do czwartych Niemców.
Mistrzostwa pilotów już się zakończyły i trwa teraz wojna na protesty w której już nie obowiązuje kodeks sportowy, ani nawet wojenny nie mówiąc o rycerskim. Każdy chwyt jest teraz dozwolony.
Z konkurencją 6 było tak: team francuski złożył protest, że Mathieu Rouanetowi (do niedawna jeszcze mistrzowi świata), policzono potrącenie tyczki na koniczynce, podczas gdy przepis mówi tylko, że ciało pilota ma wyraźnie minąć tyczkę. Analiza nagrań video potwierdziła, że całe ciało minęłło, a tylko kosz powyżej głowy pilota zawadził. Przynano Mathieu jego punkt i dzięki temu awansował na 1 miejsce.
Na to zespół Hiszpański złożył protest o skasowanie całej konkurencji, bo gdy gdy Morilas leciał koniczynkę, jeden z Marshali podniósł czerwoną chorągiewkę, co tak zdenerwowało pilota, że pomylił trasę. W związku z tym nie wszyscy zawodnicy mieli równe szanse.
Protest o dziwo przyjęto!!!
Najgorsze jest to, że to oznacza iż ani Grzesiek ani Sławek nie zostaną rekordzistami mistrzostw (Sławek zostanie za japończyka). Ten protest jest typowym "podstępnym protestem taktycznym", który zgodnie z zasadami FAI należy karać dyskwalifikacją - ale widać nie wszystkim to grozi. :(
Środa, 5 września - Dzień 10 – Koniczynka i precyzyjna nawigacja
Znowu pobudka o 4:00 by od 6:00 rozegrać slalom-koniczynkę. Chłopacy zmobilizowani bo po pierwszym dniu uwierzyli, że dobry wynik jest w zasięgu reki, trzeba tylko polecieć umiarkowanie ostro i nie popełnić błędu. Łatwo powiedzieć, ale wykonać może już nie być tak łatwo.
Starty idą dużo sprawniej niż wczoraj, widać, że organizator stara się nie popełniać tych samych błędów. Stoję ze stoperem na tamie skąd mam widok na wszystkie trzy deki. Piloci korzystają z nich współbieżnie, więc nie zawsze jestem w stanie mierzyć wszystkie czasy. Sprawdzam te najbardziej interesujące. Deki są ponad kilometr od startowiska, więc bardzo przydają się nasze 2m radyjka z Navcomm. Ja wiem kiedy i kto startuje, a chłopacy mają na bieżąco informacje ode mnie na temat przelotów poszczególnych zawodników.
Najpierw lecą PF1 – czyli motoparalotniarze startujący pieszo. Sławka mierzę jako wzorzec. Grzesiek leci podobnie do Sławka, a Maciek niewiele gorzej. Wszystkie pozostałe czasy, które mierzę nie są lepsze, ale nie złapałem kilku najistotniejszych. Mathieu Rouanet leci równolegle z naszym pilotem i trąca jedną z tyczek, a Ramon Morilas poleciał jako pierwszy, jeszcze zanim dotarłem na deck i podobno coś mu się pomyliło. Wydaje się, że jest nie źle, ale trzeba poczekać na oficjalne wyniki.
W drugiej kolejności lecą PL1 – czyli wózkarze. Jest ich mniej, więc udaje mi się pomierzyć czasy wielu z nich. Najlepsze są na poziomie 56 sekund. Pytam Hiszpanów ile poleciał bezpośredni rywal Tomka - Daniel CRESPO – mówią, że 59 sekund. Ciekawe ile zrobi Tomek. W końcu leci i on. Spokojnie wyglądający przelot, z dużą precyzją, ale bez żadnych wodotryskowych wing-overów – czy to wystarczy? Spoglądam na czas... 49 sekund!!! Tomek jest wielki!
Na deser lecą tandemy. Tor na tak duże skrzydła wydaje się być ciut za ciasny. Być może dla tandemów rozstaw tyczek powinien być o 50% większy. Magda z Piotrkiem nie trafiają w ostatnią tyczkę i muszą zrobić koło by wrócić na tor. Super zapowiadający się przelot zamienia się w nie najlepszy. Wygląda na to, że Litwini pogonią im kota i zwiększą swoją przewagę. Leci Jurgis. Litwin pragnąc odmienić kolejność z wczorajszego slalomu, odpuszcza lekko trymery by przyspieszyć. To go niestety gubi. Slalom staje się dla glajta za ciasny. W pogłębionym zakręcie schodzi zbyt nisko i w tumanach kurzu przyglebia, Groźnie wyglądająca kraksa kończy się tylko niewielkimi podrapaniami i uszkodzonym śmigłem.
Wyniki są takie:
Slalom koniczynka
PF1Task 6Pilotów 72
Poz.KrajPilotCzasPunkty
1POLKRZYŻANOWSKI Grzegorz451000
1POLTURCZEWSKI Sławek451000
3POLZACZENIUK Maciej46809
11POLKACZYŃSKI Krzysztof51495
13POLKAMIŃSKI Krzysztof52467
PL1Task 6Pilotów 20
Poz.KrajPilotCzasPunkty
1POLKUDASZEWICZ Tomek491000
2ESPREDONDO Alfonso55845
3ESPESCOLAR Francisco Jose56758
8POLROMICKI Krzysztof62500
9POLBALCERZEWSKI Jarek65461
14POLPASKA Adam93290
PF2Task 6Załóg 5
Poz.KrajPilotCzasPunkty
1MCOFREDERIC Jagues i ALBERT Natalie871000
2JPNHAGIVARA Mitsuru i TAKAHATA Kyoko92873
3GBRKEMP John i Tom103742
4POLKRUPA Piotr i DZIOK Magda111531
Czyżby właśnie powstało coś takiego jak „Polska Szkoła Latania Slalomów PPG”
. Jak zwał tak zwał, ale widać, że poranne treningi Grześka Krzyżanowskiego (przez wiele dni wstawał o czwartej rano by latać przyziemne taski w normalnych warunkach), oraz sumienne treningi chłopaków z Białegostoku przynoszą doskonałe rezultaty. Śmiejemy się, że kilku Hiszpanów już zapisało się do profesora Turczewskiego na konsultacje.
Po południu precyzyjna nawigacja. Jedna z najtrudniejszych konkurencji wymagająca bardzo dokładnego przygotowania. Przed lotem piloci otrzymują łamaną trasę, po odcinkach której muszą przelecieć ze stałymi prędkościami. Najpierw sporo liczenia z uwzględnianiem przewidywanej siły i kierunku wiatru, a potem w powietrzu ścisła kontrola wykonywania zadanego tempa. Przydaje się mini wykład Krzyśka Kaczyńskiego o „minutówkach” - czyli o prostych do wykreślenia podziałkach, pozwalających bardzo dokładnie śledzić prędkość przelotu na odcinku.
Dodatnie punkty w tym tasku dostaje się za przelecenie przez ukryte na trasie bramki (po 180 pkt.), a ujemne za każdą sekundę spóźnienia lub zbyt szybkiego dolecenia na ukrytą bramkę. Orientacja na podstawie mało dokładnych map (a w zasadzie niemal planów, bo Chińczycy nawet nie nanoszą konturów większych miejscowości), jest bardzo trudna.
Rezultaty są dla nas korzystne. W PL1 konkurencję wygrywa Tomek, który aż na czterech z ośmiu bramek mieści się w 5 sekundowej tolerancji. W tym zadaniu zdobywa aż 130 punktów przewagi nad następnym zawodnikiem. W PF1 Krzyśkom i Grześkowi udaje się zdobyć trzy dobre wyniki do drużynówki. Tandem początkowo gubi się tracąc punkty za trzy bramki, ale potem się odnajdują i ostatecznie lądują na drugiej pozycji za Litwinami.
Wyniki tego zadania są takie:
Precyzyjna nawigacja
PF1Task 7Pilotów 72
Poz.KrajPilotPunkty
1GBRBEAUMONT Laura1000
2GBRHAIRS Dave987
3FRAVALLÉE Pascal979
13POLKAMIŃSKI Krzysztof790
16POLKRZYŻANOWSKI Grzegorz736
26POLKACZYŃSKI Krzysztof602
46POLTURCZEWSKI Sławek187
60POLZACZENIUK Maciej0
PL1Task 7Pilotów 20
Poz.KrajPilotPunkty
1POLKUDASZEWICZ Tomek1000
2DEUKRUEGER-SPRENGEL Rich870
3ESPCRESPO VALDEZ Daniel741
8POLROMICKI Krzysztof360
11POLPASKA Adam212
20POLBALCERZEWSKI Jarek0
PF2Task 7Załóg 5
Poz.KrajPilotPunkty
1LTUSMARLOVSKIS Jurgis i Arturas1000
2POLKRUPA Piotr i DZIOK Magda729
3JPNHAGIVARA Mitsuru i TAKAHATA Kyoko418
Warty zauważenia jest fakt, że obie klasy jednomiejscowe wygrali debiutanci mistrzostw: Tomek w PL1 i Laura Beaumont w PF1. Laura pierwszy raz założyła napęd na plecy w październiku 2006 roku, latem 2007 była 11-ta w mistrzostwach Wielkiej Brytanii (ponad 60 startujących pilotów). Szczególnie miłym akcentem jest to, że Laura lata na polskiej produkcji seryjnym Synthesisie. Jej doskonały wynik dowodzi, że skrzydło dla początkujących i średniozaawansowanyh PPG-antów – Synthesis, jest bardzo przewidywalnym glajtem i doskonale nadaje się do zdobywania doświadczenia w wyczynie na światowym poziomie.
Generalka po 7-miu zadaniach:
PF1: Krzyżanowski 8-my, Kaczyński 22-gi, Kamiński 26-ty, Turczewski 28-my, Zaczeniuk 31-szy,
PL1: Kudaszewicz 2-gi, Romicki 4-ty, Paska 12-ty, Balcerzewski 16-ty
PF2: Krupa i Dziok 3-ci tuż za Litwinami i Brytyjczykami.
Drużynówka:
PF1: 4-ta lokata
PL: 3-cia pozycja z bezpiecznym odstępem do czwartych Niemców i z szansą na dogonienie Czechów.
Czwartek, 6 września - Dzień 11 – Wyścig po trójkącie, oraz odlot z powrotem.
Bingo!!! Dyrektor zawodów Japończyk Etsusi Matsuo okazuje się mieć ludzkie uczucia i sprawia nam dwie miłe niespodzianki: zbiórka na lotnisku dopiero o 7-mej, i... mamy możliwość polecieć turystycznie nad Wielki Mur Chiński. Wymaga to ze strony organizatora wielu zabiegów i odpowiednich zezwoleń, ale udaje sie uzyskać zgodę na naszą obecność w powietrzu w tym rejonie pomiędzy 7:00 a 9:00.
Wsiadamy z Magdą w taksówkę i jedziemy na miejsce robić zdjęcia z dołu. Jest wcześnie więc to bardzo tłoczne zwykle miejsce jest bardzo puste. Rozglądamy się za miejscem z dobrą widocznością i wybieramy wysoki i szeroki mur otaczający kępę drzew. Stojący nieopodal chiński milicjant wydaje się być sceptyczny co do trafności wyboru przez nas tego miejsca i z niewiadomym zamiarem rusza machając rękami w naszą stronę. Nie dochodzi jednak do nas... jego głowa powoli odwraca się w stronę wejścia do doliny skąd dobiega najpierw cichy, ale zaraz potem coraz głośniejszy pomruk prawie setki wiszących nad ziemią napędów. Z mglistego powietrza zaczynają wyłaniać się sylwetki łukowato wygiętych paralotni. Widok niemal nieruchomo nadlatujących paralotni, oraz narastający warkot silników, nie pozwala mi się uwolnić od skojarzenia ze sceną z helikopterami z „Czasu Apokalipsy”. Kiedy glajty nadlatują nad dolinę, wychodzi w końcu słońce i zaczyna się radosne szaleństwo kolorowych skrzydeł. Są wszędzie: nad murem, poniżej niego, nad doliną, nad budynkami, trzy nawet lądują na parkingu. Miejscowi są w szoku i jednocześnie w euforii. Niestety musimy wracać do bazy bo briefing team leaderów wyznaczono na 9:00.
Warty odnotowania jest fakt, że na wycieczkę nad Mur Chiński nie wylatuje Tomek. Widząc medal w zasięgu ręki, postanawia potrenować konkurencję "wolno/szybko" i nie ryzykować uszkodzenia sprzętu. Tomek ma profesjonalne podejście do swojego sportowego latania.
Dzisiejsze zadanie to tzw. SpeedOut. W klasycznym wydaniu to bardzo ciekawe zadanie składa się z dwóch części: pierwszej w której trzeba w jak najkrótszym czasie pokonać trasę trójkąta o długości ponad 20 km, oraz drugiej w której na resztce przydzielonego paliwa trzeba odlecieć jak najdalej i powrócić. W tej drugiej części warto jest korzystać z termiki. W warunkach Chińskich w których przelot otwarty okazuje się niemożliwy z powodu „bezpieczeństwa państwa”, druga część zadania zamienia się na latanie tam i z powrotem w wydzielonym, 10 km korytarzu.
Warunkiem koniecznym do zdobycia jakichkolwiek punktów w drugiej części zadania jest wylądowanie na terenie lotniska. Ponieważ przy lataniu na resztce paliwa i termice, lądowanie takie jest dość niepewne, większość pilotów decyduje się lecieć z maksymalną możliwą prędkością po trójkącie. Co prawda taktyka taka skutkuje mniejszą ilością paliwa w baku na odlot i powrót, ale „lepszy wróbel w garści, niż paralotniarz lądujący w polu”.
Odmierzanie paliwa odbywa się sprawniej niż ostatnio, bo w użyciu są trzy wagi na raz. Kolejny raz Chińczycy pokazują że potrafią szybko uczyć się na swoich błędach. Okno otwarte jest już od 15 tej. Jednak wcześnie startują tylko nieliczni piloci, którzy lubią termikę i jej się nie boją (w tej grupie Krzysiek Kaczyński). Pozostali albo czekają co najmniej godzinę na bardziej łagodną termę, albo też jeszcze dłużej by wyścig wykonać w jak najbardziej idealnych do tego warunkach. W tej ostatniej grupie znajdują się Tony Gibson oraz Mike Chilvers, którzy lecąc na Plasmach jako jedyni dają radę zejść z czasem na trójkącie poniżej 17 minut.
Ponownie wszyscy nasi PF1 piloci plasują się w pierwszej połowie stawki – co jest kolejnym potwierdzeniem wzrostu poziomu pilotażu naszego PPG paralotniarstwa. Najlepiej z naszych leci Grzesiek, ale nie dolatuje do deku i ląduje na lotnisku za co dostaje 20% kary. Podobnie Krzysiek Kaczyński. Na briefingu takie lądowanie było przedstawiane jako dozwolone, choć później liczono za nie kary. Być może świadomi tego piloci dociągnęli by na oparach paliwa jeszcze te kilkaset metrów dalej.
W PL1 nasi plasują się w środku stawki, a w utrzymaniu dobrego wyniku drużynowego w stosunku do Hiszpanów pomaga dobry wynik Brytyjki, która bardzo wyraźnie wyprzedza pozostałych zawodników. Jej potężnym orężem w tym zadaniu był silnik czterosuwowy, pozwalający na rozwijanie bardzo dobrych prędkości z oszczędnym zużyciem paliwa. Podobnie jest w PF1 – czyli de facto SpeedOut jest konkurencją wymarzoną dla posiadaczy tych silników.
Wyniki:
Precyzyjna nawigacja
PF1Task 8Pilotów 72
Poz.KrajPilotPunkty
1GBRBAILEY Paul916
2GBRHAIRS Dave881
3CANSIEGER David853
16POLKAMIŃSKI Krzysztof650
20POLTURCZEWSKI Sławek625
24POLZACZENIUK Maciej592
28POLKRZYŻANOWSKI Grzegorz575
50POLKACZYŃSKI Krzysztof444
PL1Task 8Pilotów 20
Poz.KrajPilotPunkty
1GBRKELLY Jansy990
2CZEMACHARTOVÁ Michaela706
3CHNGAO Desong676
7POLROMICKI Krzysztof554
9POLKUDASZEWICZ Tomek552
10POLBALCERZEWSKI Jarek551
13POLPASKA Adam431
PF2Task 8Załóg 5
Poz.KrajPilotPunkty
1MCOFREDERIC Jagues i ALBERT Natalie895
2LTUSMARLOVSKIS Jurgis i Arturas847
3POLKRUPA Piotr i DZIOK Magda831
Generalka po 8-miu zadaniach:
PF1: Krzyżanowski 10-ty, Kaczyński 25-ty, Kamiński 26-ty, Turczewski 28-my, Zaczeniuk 32-gi – wszyscy Polacy wciąż w pierwszej połówce.
PL1: Kudaszewicz 1-szy, Romicki 4-ty, Paska 14-ty, Balcerzewski 15-ty. Tomek ma 215 punktów nad 2-gim Hiszpanem.
PF2: Krupa i Dziok 2-dzy ze stratą prawie 300 punktów do Litwinów i z tylko 79 punktami przewagi nad Brytyjczykami. Jest gorąco.
Drużynówka:
PF1: 4-ta lokata z Czechami mocno depczącymi nam po piętach,
PL: 3-cia bezpieczna pozycja, ale Czesi nam odskoczyli dalej po tej konkurencji.
Piątek, 7 września - Dzień 12 – Ostanie konkurencje: slow/fast i ścigana nawigacja.
Ten dzień będzie pełen emocji. Rozegramy dwa zadania – jedno precyzyjne – slow/fast i jedno nawigacyjno-prędkościowe. Tyle właśnie zadań brakuje by dyrektor zawodów mógł wypełnić zlecenia FAI dotyczące równomiernego rozłożenia punktów pomiędzy nawigację, ekonomię i precyzję.
W spokojnych, porannych warunkach rusza konkurencja wolno/szybko. Bojowe zadanie ma Tomek. W momencie kiedy startuje do tej konkurencji tabela wyników wskazuje, że jest zwycięzcą. Ma za zadanie polecieć dobrze by utrzymać przewagę, ale bez brawury by nie wyzerować konkurencji jakimś głupim błędem. Bezpośrednio przed nim leci Crespo, drugi walczący o złoto zawodnik z Hiszpanii. Na szybkim przebiegu przyziemia – co widzi z powietrza Tomek... więc pełen luz.
W PF-ach tradycyjnie wysoki standard: wszyscy w pierwszej połowie klasyfikowanych zawodników, z profesorem Turczewskim na czele (5-ta pozycja). Nasz tandem spisuje się na medal i wygrywa stawkę.
W zeszłym roku Francuzi proponowali całkowite usunięcie tej konkurencji z katalogu zadań, sugerując że w niewielkim stopniu testuje ona umiejętności pilotów, a zmusza ich do ryzykownego latania. Jednak gremium FAI/CIMA odrzuciło ten wniosek uzasadniając, że obecność tego tasku na zawodach, jest motywacją dla producentów do produkowania bezpiecznych skrzydeł o szerokim zakresie prędkości. W tym kontekście jest mi szczególnie miło skonkludować, że we wszystkich klasach doskonale spisały się polskie paralotnie. W PF1 nie do pobicia byli Tony i Mike na Plasmach, w PL1 Redondo i Romicki na Reactionach, a w PF2 Krupa i Dziok na Synthesisie Cabrio.
Wyniki:
Wolno/Szybko
PF1Task 9Pilotów 72
Poz.KrajPilotWolnoSzybkoRóżnicaPunkty
1GBRCHILVERS Mike27,360,032,7500
2ZAFGIBSON Tony29,060,031,0481
3FRACHOLLOU Ronan19,247,428,2471
5POLTURCZEWSKI Sławek23,150,028,9445
8POLKRZYŻANOWSKI Grzegorz24,350,025,7428
13POLZACZENIUK Maciej23,147,424,3417
24POLKAMIŃSKI Krzysztof26,547,420,9376
35POLKACZYŃSKI Krzysztof26,545,018,5350
PL1Task 9Pilotów 20
Poz.KrajPilotWolnoSzybkoRóżnicaPunkty
1ESPREDONDO Alfonso25,047,422,4500
2POLROMICKI Krzysztof30,056,326,3471
3ESPCRESPO VALDEZ Daniel32,152,920,8466
6POLKUDASZEWICZ Tomek31,047,416,3409
7POLPASKA Adam30,045,015,0392
10POLBALCERZEWSKI Jarek34,845,010,4326
PF2Task 9Załóg 5
Poz.KrajPilotWolnoSzybkoRóżnicaPunkty
1POLKRUPA Piotr i DZIOK Magda29,037,58,5500
2MCOFREDERIC Jagues i ALBERT Natalie26,533,36,9449
3GBRKEMP John i Tom33,339,15,8406
W tabeli wyników ze zdziwieniem zobaczyliśmy że Hiszpan Crespo zaliczył tę konkurencję na trzeciej pozycji mimo przyziemienia. Składamy skargę by móc zobaczyć nagranie wideo. Na filmie wyraźnie widać, że na ostatniej tyczce przebiegu „slow”, lecący zbyt wysoko Crespo decyduje się przeciągnąć glajta. Jego wózek upadając trąca tyczkę i przyziemia tuż ZA tyczką. Wertujemy przepisy by znaleźć fragment o niedozwolonym lądowaniu pomiędzy slow a fast. Niestety nie ma nic jasnego na ten temat, pomimo że wszyscy są świadomi tego, że tak nie powinno być. Składamy protest, ale nic w tej sprawie nie wskóraliśmy. Dodatkowo okazuje, się, że we wczorajszej konkurencji Crespo nie policzono kilkuset punktów, które mu się należały i ostatecznie Tomek spada na 2-gą pozycję w klasyfikacji generalnej:
PL1GeneralniePilotów 20
Poz.KrajPilotPunkty
1ESPCRESPO VALDEZ Daniel5605
2POLKUDASZEWICZ Tomek5356
3CZEMACHARTOWA Michaela4713
4POLROMICKI Krzysztof4514
10POLPASKA Adam3497
15POLBALCERZEWSKI Jarek2696
Nie potrzeba nam dużo czasu, by przestać myśleć o niezdobytym złocie i zdać sobie sprawę, że w końcu doczekaliśmy się Wicemistrza Świata w PL1. Ale to nie koniec medali w tej klasie. Drużynówka jest taka:
PLTeamDrużyn 9
Poz.KrajPunkty
1ESP21102
2CZE15030
3POL14026
4DEU7407
Nasz brązowy medal jest dobitny, a do srebra zabrakło nam rzeczywiście ciut-ciut. Nie bez znaczenia dla naszego wyniku jest też fakt, że do wózkowej punktacji drużynowej liczą się trzy najlepsze rezultaty z PL1 i jeden najlepszy rezultat z PL2 (ma to zachęcać kraje do wystawiania swoich załóg PL2, których zawsze jest mało). Zarówno Czesi jak i Hiszpanie posiadali załogi w PL2 – a my niestety nie. Należy jednakże oddać honor Czechom, że posiadali tylko dwie załogi w PL1, jako że jeszcze pierwszego dnia Michal Krivanek uległ wypadkowi i nie latał, aż do końca Mistrzostw. Należałoby jednak pomyśleć o wystawieniu w przyszłym roku choć jednej załogi w PL2.
Medal Tomka to nie jedyny srebrny medal. Generalna klasyfikacja tandemowa wygląda tak:
PF2GeneralnieZałóg 5
Poz.KrajPilotPunkty
1LTUSMARLOVSKIS Jurgis i Arturas5621
2POLKRUPA Piotr i DZIOK Magda5568
3GBRKEMP John i Tom5395
Niecałe 300 punktów brakujące do zdobycia złota to naprawdę niedużo. Być może gdyby pierwotny silnik Piotrka przetrwał to chińskie paliwa, albo gdyby.... Ech szkoda gadać po próżnicy – mamy Wicemistrzów Świata w PF2! I to w zażartej walce.
W PF1 nie mamy medali, ale w tej klasie konkurencja była zdecydowanie najtrudniejsza. Startowało to najwięcej zawodników i to legitymujących się zdecydowanie największym doświadczeniem. Na tym tle wynik naszych wygląda bardzo dobrze. Wszyscy uplasowali się w pierwszej połowie stawki i byliby wyżej, gdyby hiszpańsko/francuskie podchody nie pozbawiły nas punktów zdobytych w naszej najlepszej konkurencji – slalomie na koniczynce. Bardzo dobrze poleciał Grzesiek Krzyżanowski, który de facto powinien mieć miejsce w pierwszej dziesiątce.
PF1GeneralniePilotów 72
Poz.KrajPilotPunkty
1ESPMORILAS Ramon6354
2FRARUANET Mathieu6077
3GBRCARNET Michel5744
14POLKRZYŻANOWSKI Grzegorz4396
26POLKACZYŃSKI Krzysztof3739
13POLKAMIŃSKI Krzysztof3655
34POLTURCZEWSKI Sławek3169
35POLZACZENIUK Maciej3152
Wysoki poziom naszych PF1 pilotów widać również po klasyfikacji drużynowej, w której nie ma już przepaści pomiędzy nami z poprzedzającymi nas drużynami. Walka staje się wyrównana.
Drużynówka:
PF1TeamDrużyn 18
Poz.KrajPunkty
1FRA17324
2GBR16784
3ESP15929
4CZE14309
5POL13564
6CAN12084
_________________
Wojtek Domański
Team Leader
Participation of Polish National PPG Team in World Championships 2007 was sponsored by:
Dudek Paragliders: http://www.dudek.eu/
Aeromaster: http://www.aeromaster.pl/
Navcomm: http://www.navcomm.pl/
Petrolot: http://www.petrolot.pl/
Aeroklub Polski: http://www.aeroklubpolski.pl/








