Prochem byłeś i w proch się obrócisz
01.10.2011 15:22:27 |
Włodek Bykowski
Kilka dni temu opublikowałem na dudkowym blogu opowieść o projektowaniu różnego rodzaju logotypów. Zakończyłem przemyśleniami o znaczku LATAM, który promuje sport paralotniowy. Tak jak wspominałem, zaskoczyła mnie popularność logotypu; stał się on modny nawet w krajach, gdzie znajomość języka polskiego jest znikoma. Dziś rano dowiedziałem się o jeszcze jednym jego zastosowaniu.
LATAM znalazło się na grobie pilota, który rok temu zabił się w okolicach Suwałk. Szczerze mówiąc tego typu zastosowania znaku graficznego mojego autorstwa nawet się nie spodziewałem. Nie jestem pilotem paralotniowym, ale w jakiś sposób przyczyniam się do popularyzowania latania. Wydaje mi się, że projektuję fajny design na skrzydła, że tworzę ciekawe znaki graficzne. Rozumiem chyba o co chodzi w paralotniarstwie. Sam uprawiam różnego rodzaju sporty. Promuję w przewodnikach turystycznych terenową jazdę rowerem, kajakarstwo i ogólnie aktywny wypoczynek. Wspinałem się po górach, tarzałem się w wodzie ciągnięty kajtem, skakałem kajakiem z progów wodnych. Dobrze wiem, że wszystkie te zachowania są niebezpieczne i tylko splot okoliczności chroni nas przed nieszczęściem.
Na paralotni nie będę latał z bardzo prostego powodu. Na początku lat 90. uległem wypadkowi na rowerze. Z własnej głupoty, pewny siebie, na rozpędzonym do około 40 km/h bicyklu, zacząłem poprawiać tylną przerzutkę - bo nie chciała wskoczyć na najmniejsze koło zębate. Wyleciałem z roweru, walnąłem głową w asfalt, straciłem przytomność. Kiedy ocknąłem się zastanawiałem się czy przeżyję. Na szczęście miałem po uderzeniu tylko wstrząs mózgu. Niestety do dziś pozostały skutki uboczne w postaci niespodziewanych zawrotów głowy. Kiedy się przebudziłem, leżąc na asfalcie przypomniało mi się jak w szkole podstawowej na łyżwach zabił się obok mnie chłopak. Upadł i uderzył się tyłem głowy o taflę lodowiska podobnie jak ja po wypadku. Pamiętam jak zauważyłem krew wypływającą z jego uszu. Pęknięcie podstawy czaszki. Nie miał szans. Ze mną nie było tak źle.
* * *
Czasami wydaje nam się, że kreujemy świat wokół nas. Nic bardziej mylnego. Tak naprawdę jesteśmy uczestnikami gry, której zasad i końca nie znamy. Od tysięcy lat realizujemy zawsze te same marzenia, o miłości, podróżach, poznawaniu i odkrywaniu nowych miejsc. Przez tysiące lat jednym z takich marzeń było latanie. Dziś możemy je realizować, niestety czasami ktoś musi za to zapłacić najwyższą cenę. Mam nadzieję, że dusza wspomnianego na początku pilota szczęśliwie szybuje gdzieś w wiecznych przestworzach.




